środa, 22 lipca 2015

Leon

Macie zapewne jakąś historię, która mrozi Wam krew w żyłach, podnosi poziom adrenaliny, włącza w głowie coś na kształt paniki...
Ja swoją przeżyłam nocą z 4 na 5 lipca. W sobotę wybrałam się jeszcze na targ, później zrobiłam kolejną partię dżemu, zakisiłam ogórki. Byłam nawet u znajomych na działce. Wieczorem mój mąż wybrał się z kumplem na ryby, bo doszliśmy do wniosku, że skoro do porodu zostało nam jeszcze 5 tygodni, to jest to chyba ostatni bezpieczny termin... Koło 2.00 obudziło mnie dziwne uczucie...taa...odeszły mi wody! Spanikowana zadzwoniłam do Rożka, który stwierdził, że przecież jest za wcześnie (!), ale w te pędy przybył do domu. W międzyczasie obudzili jeszcze dziewczynę kumpla, żeby zawiozła nas do szpitala. Jechaliśmy w czwórkę, ja w najwyższym poziomie stresu, krzycząca, że w żadnym razie nie chcę rodzić w Oświęcimiu, tylko musimy jechać do Chrzanowa. Oni wszyscy opowiadający mniej lub bardziej śmieszne historie, żeby mnie odstresować (odstresuj kobietę, której 5 tygodni za wcześnie odeszły wody i która ma skurcze co 10 minut...powodzenia ;) ) Posłuchali :)
W pakiecie wytrzymaliśmy jeszcze do poniedziałku. Pojawiły się regularne skurcze, mąż przybył na poród rodzinny i się zaczęło ;) Szczerze - nie pamiętam, jak bolało. Wiem, że momentami bardzo i tych momentów będę się bać na przyszłość. Cała akcja trwała niecałe 7 godzin, po tym czasie pojawił się On - Leon Ludwik, 2320 g, 47 cm. Urodzony niemal 5 tygodni za wcześnie.

Wiem, że na sali porodowej trafiłam na świetne położne i lekarkę. Co ważniejsze, po porodzie przychodziły do mnie na salę i pytały, jak się z Młodym czujemy, czy wszystko w porządku. Cudowne były panie z noworodków, które poświęciły naszemu Żuczkowi mnóstwo czasu i serca. Nie robiły problemów, gdy kilka dni po porodzie musiałam go oddać, bo zaczęła się u mnie infekcja pęcherza i nie radziłam sobie sama ze sobą. A gdy szliśmy do domu, po półtora tygodnia, większość tych pań mnie wyściskała i życzyła wszystkiego dobrego. I nie działo się to w żadnej wypasionej prywatnej klinice, tylko w szpitalu powiatowym, jak najbardziej państwowym. Wiem, że byliśmy tam wyjątkowo długo, ale wszystkie moje koleżanki, wychodzące do domu po 2-3 dobach mają takie same odczucia - że to miejsce, gdzie kobieta rodząca jest traktowana jak człowiek. A to bardzo ważne.  
Ściskamy Was z Leosiem bardzo mocno! Mam nadzieję, że jak już ustabilizujemy sobie dzień, to będę tu bywać częściej. 

Z Leosiowych rzeczy mam wydziergany tylko kocyk :/ Taka matka ze mnie...chciałam najpierw obdziergać dzieci znajomych, a przecież w 5 tygodni takich malutkich ubranek można zrobić całkiem sporo...o ile nie braknie czasu ;)

środa, 27 maja 2015

czapka majowa

W końcu zdążyłam na czas - czapek mam ilość adekwatną do miesięcy trwania wyzwania, ale... no właśnie. Był wstręt do dziergania, wstręt do pisania, w końcu dwa "turnusy" w szpitalu... W każdym razie - było, minęło!
Dziś czapeczka dla córeczki mojej koleżanki. Maleńka ma się urodzić lada moment, wszyscy (a pewnie najbardziej mama) czekamy na ten dzień z niecierpliwością.
Wybrałam wzór Purple Stitch Project Beanie.  Dziergało mi się z niego bardzo przyjemnie, a czapeczka na dziecięcej główce prezentuje się zdecydowanie lepiej, niż na doniczce. (o przymiarkę poprosiłam moją dwuletnią siostrzenicę, która później czapeczki oddać nie chciała, więc i dla niej muszę w najbliższym czasie jakąś wydziergać).


Dane techniczne:
wzór: Purple Stitch Project Beanie
włóczka: Alize Baby Wool Batik
druty: pończosznicze 3,0 mm, KP 3,75mm

Pozdrawiam serdecznie :)

poniedziałek, 25 maja 2015

ogłoszenie parafialne - sprzedam

Moi Drodzy,
zrobiłam przegląd szafy. A właściwie zawartości pudeł w tejże szafie siedzących. I ogłaszam, co następuje: "Sprzedam włóczkę". Nie mam jej na razie wiele, bo to pierwszy przegląd, ale jestem pewna, że mnie już ona radości nie sprawi, a Wy możecie ją w coś pięknego przeobrazić.
Podana cena zawiera koszty przesyłki.

1. HIMALAYA YASEMIN, 4 motki x 100 g, 30 zł SPRZEDANE





2. MALABRIGO LACE, 2 precelki, 50 zł  SPRZEDANE




3. MALABRIGO LACE, 1 precelek, 25 zł  SPRZEDANE




4. ANGELINA, MARIN (20% moher, 80% akryl), 4 motki x 50 g, 25 zł SPRZEDANE




5. CZESANKA DO FILCOWANIA, 1 kg, mix kolorów, 50 zł SPRZEDANE





6. GAZETKI, mix 13 sztuk, 20 zł  SPRZEDANE

Ktoś coś? :) Proszę o kontakt mailowy kachazet [et]gmail.com

Pozdrawiam, Kasia

środa, 13 maja 2015

książki i dziergadełka

Przegapiłam ubiegłą środę. Nie wiem, jak to się stało. Dziś niewiele - w dodatku wszystko na osobnych zdjęciach.

Dla synków moich przyjaciół ze studiów (synków urodzonych w dodatku tego samego dnia!) zrobiłam po czapeczce. Na razie chyba jeszcze będą za duże, ale myślę, że niedługo będą idealnie pasować na te małe główki. Brak modeli - czapeczki fotografowałam na osłonkach na doniczki...



Wzór: z głowy
Włoczka: Alize Baby Wool, 1 motek
Druty: pończosznicze 3mm, KP 3,25 mm

Skończyłam czapeczki i zamarzyłam o kołowcu... Jako, że w domu z włóczek melanżowych miałam tylko Angorę Active Yarn Artu, to westchnęłam, wyjęłam druty 3mm i nabrałam oczka. Niestety, w pewnym momencie okazało się, że zamiast kołowca robię... Etnę! Nie wiem, gdzie popełniłam błąd, ale środek sterczał niemiłosiernie :( Bolało, gdy prułam, bo miał już jakieś 30 cm średnicy... No, ale same popatrzcie - jak to nosić?!


Zaczęłam ponownie i teraz sweterek prezentuje się tak, a ja zastanawiam się, czy wystarczy mi cierpliwości, by go skończyć (zanim urodzi się Junior) ;)

A co udało mi się przeczytać?
Pierwsze trzy części Harry'ego Pottera :) Wiem, wiem, mało ambitnie, ale lubię, więc nic na to nie poradzę.
A oprócz tego:
Z tego zestawu tak naprawdę tylko dwie, bo "Tajemnica rezydencji "Chimney"" była dla mnie nie do przejścia.
Karaibska tajemnica Agathy Christie, to kolejna powieść z Panną Marple (którą lubię bardziej, niż Poirota, ale o tym już chyba kiedyś pisałam). Panna Marple odpoczywa na jednej z wysp  karaibskich, dzięki hojności swego siostrzeńca. W tajemniczych okolicznościach ginie emerytowany pułkownik, stary nudziarz. Panna Marple postanawia rozwiązać tajemnicę morderstwa (oczywiście w międzyczasie robiąc na drutach). 
Każdej niedzieli to książka autorstwa Petera Pezelli. Czytałam jego wcześniejszą powieść "Kuchnia Franceski", która mnie otuliła włoskim ciepłem, zapachem kuchni, dobrocią głównej bohaterki. Miałam więc nadzieję, że tu będzie tak samo... Rozczarowałam się i tyle. Książka zaczyna się w momencie, gdy umiera senior rodu Catinich, Nick. Rodzinny interes trafia w ręce syna, lekkoducha, któremu w dodatku na łożu śmierci ojciec przekazuje prośbę, by skontaktował się z jego... kochanką. Denerwowało mnie w tej historii to, że jej narratorem jest zmarły ojciec. Coś mi tu nie zagrało...

czwartek, 30 kwietnia 2015

wspólne dzierganie i czytanie

Piszę post z małym poślizgiem. Wczoraj kilka razy włączałam laptopa, żeby to zrobić, ale za grosz nie miałam weny.
Na drutach ciągle synusiowy kocyk, zostało mi jeszcze jakieś 10 rzędów i będę mogła prezentować całość :) W ubiegłym tygodniu się obijałam, bo słonko skutecznie wyciągało mnie z domu. Nie żałuję - nieco zmieniłam kolor z "mącznego" na "mniej mączny" ;) Jestem raczej z tych bladolicych i każdy kontakt ze słońcem jest na wagę złota :)



W ubiegłym tygodniu przeczytałam dwie książki:
"Kilka przypadków szczęśliwych" Magdaleny Zimny-Louis - to dość przewrotna historia kilku pokoleń, pełna humoru. Plany okazują się jedynie planami, a przypadek sprawia, że życie bohaterów układa się zupełnie inaczej, niż chcieli. Polecam :)
"Spotkajmy się w kawiarni" Jenny Colgan - to ciepła opowieść o Issie, która w wyniku cięć kadrowych traci pracę w korporacji, rozstaje się z szefem, z którym miała romans i postanawia otworzyć kawiarnię z własnoręcznie pieczonymi ciasteczkami. Pyszna historia! To książka na jedno popołudnie, nie trzeba się za wiele nad nią zastanawiać, ale takie miłe opowieści też czasem dobrze przeczytać.

*****
Dziękuję za miłe słowa o siostrzanej chuście :) Pozdrawiam serdecznie! Do zobaczenia!

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

urodzinowa chusta


Chustę dla siostry zaczęłam dziergać gdzieś w listopadzie. Miała trafić pod choinkę, a ponieważ pierwsze tygodnie ciąży skutecznie odciągały mnie od dziergania, doszłam do wniosku, że skończę na imieniny, które siostra ma na początku lutego. Nic bardziej mylnego!
Tak naprawdę powróciłam do drutów w połowie lutego i w którymś momencie, wykańczając rozpoczęte robótki natrafiłam na zezwłok chusty. Oczy mi się uśmiechnęły, bo wiedziałam już, że na urodziny skończę na pewno.



Wzór: Dream stripes
Włóczka: Angora Gold, Alize
Jak widać, do blokowania zabrakło mi mojego wielkiego ręcznika.
A co najważniejsze, Siostrze chusta się spodobała :)

*****
Korzystam z pogody i słońca, jakie uśmiecha się do nas w ostatnich dniach. Spaceruję, w tempie babciowym, ale jednak spaceruję. I jest mi z tym całkiem nieźle :)

środa, 22 kwietnia 2015

Wspólne dzierganie i czytanie

Od ponad miesiąca nie chodzę do pracy, więc czasu na czytanie mam mnóstwo. Na dzierganie też i na oglądanie zapomnianych seriali. Ale wczoraj dotarło do mnie, że nie wiem, czy wytrzymam w takim "bezrobociu" do sierpnia. Wszyscy mi mówią: "Ciesz się spokojem, śpij ile możesz, odpoczywaj". Tylko trudno cieszyć się wolnością, skoro od lekarzy same zakazy, bo niestety na początku marca trafiliśmy z młodym do szpitala. Okazało się, że w pracy było za intensywnie, za dużo nerwów i wystraszyłam się, że Juniorek może się wyprowadzić. A tego bardzo bym nie chciała. Póki pogoda była paskudna nie było źle - i tak łapało mnie spanie, ale teraz jest niestety gorzej... Kusi mnie rower, kuszą dłuuugie, intensywne spacery, a tu nie wolno. 

Mam wrażenie, że czytam na wyścigi, średnio raz w tygodniu odwiedzam bibliotekę i wymieniam książki. Nie wszystkie mi "siadają", więc oddaję je bez żalu. Wyszłam z założenia, że będę czytać tylko to, co sprawia mi przyjemność. I czekam na jakiś super kryminał, bo z ostatnim nie mogłam się dogadać i po przebrnięciu przez 15 stron podjęłam decyzję o oddaniu go do biblioteki.
W ubiegłym tygodniu zaczęłam czytać "Tego lata w Zawrociu", autorstwa Hanny Kowalewskiej. Nie wiem, czego się spodziewałam... Zwykłej obyczajówki, napisanej prostym językiem? Chyba tak, no bo cóż może zaskoczyć w historii, w której główna bohaterka otrzymuje w spadku po babce dom, a cała reszta rodziny stara się coś dla siebie z tego spadku wyciągnąć? Okazuje się, że autorka postawiła na bardzo plastyczną prozę, miejscami metaforyczną, nieco poetycką. Część powieści ma formę pamiętnika, w którym Matylda (główna bohaterka) zwraca się do swej zmarłej babki. Sięgnęłam też po ciąg dalszy serii - na razie przeczytałam "Górę śpiących węży", a wczoraj zaczęłam "Maskę arlekina"

Na drutach kocyk dla Młodego, w stonowanych barwach. Po raz kolejny wybrałam "chevron pattern", szybko się dzierga tym wzorem :)

Pozdrawiam Wam serdecznie i biegnę na spacer, bo za oknami piękne słońce!