czwartek, 17 lipca 2014

wspólne czytanie i dzierganie

Czy ja kiedyś się nie spóźnię? Wczoraj byłam święcie przekonana, że nie mam ani krzty siły, by usiąść przy laptopie i cokolwiek napisać. Dziś, choć chyba sił jeszcze mniej, postanowiłam się nie dać :)
Od ostatniego postu niewiele się zmieniło, na drutach wciąż Gemini, bo prułam po raz trzeci! Ale tak to już jest, jak się jest upartą kozą ;) Na szczęście doszłam już z sobą do porozumienia i teraz wszytko jest OK, a bluzeczka prezentuje się tak:

Doszłam ostatnio do wniosku, że nie umiem robić kolorowych zdjęć...nie wiem, dlaczego, ale zawsze wychodzą mi znacznie gorzej niż te czarno-białe.
Czytam teraz "Białe trufle". Pamiętam, że kiedy weszły na rynek wydawniczy, chciałam je mieć natentychmiast. Nie udało się, więc kiedy tylko zobaczyłam książkę w bibliotece, to, choć zdrowy rozsądek podpowiadał, że najpierw powinnam przeczytać te, które pożyczyłam lub kupiłam wcześniej, to na podpowiedziach się skończyło. Nie umiem się jednak skupić na tej książce, coś mi w niej nie pasuje, czy też raczej nie pasowało przez jakieś 70 stron... To chyba nie do końca moja bajka, ale skoro przeczytałam już większą część, to nie będę rezygnować. 

Dwa tygodnie temu byliśmy na Górze Żar, a stamtąd przeszliśmy na Kiczerę. Ileż tam było jagód! Uzbierałam ponad litr i zrobiłam z nich dżem - pachnie obłędnie i jest przepyszny :)




Idę dziergać - włączę sobie któryś z moich seriali (oczywiście kryminałów) i choć chwilkę odsapnę.

sobota, 5 lipca 2014

wspólne czytanie i dzierganie - w sobotę

Dwa tygodnie temu odgrażałam się, że na urlopie to będę się lenić do woli! Taa... Z planów wyszło to, co zwykle, czyli wielkie NIC. W dodatku praca mnie prześladowała przez prawie cały ten czas. Z dziergania nie miałam właściwie ani rządka, choć podejrzewam, że prułam pierwszą wersję Gemini, które obecnie na drutach.
Udało mi się natomiast trochę poczytać, na szczęście nie tylko w ramach drugiej pracy. :) W życiu nie czytałam żadnej książki Nory Roberts, skusiłam się jednak na jej "Port macierzysty" w trakcie ostatnich odwiedzin w mojej ulubionej krakowskiej Taniej Książce ( to ta przy ul. Grodzkiej, za arkadami, w stronę Wawelu). Rzadko wychodzę stamtąd z pustymi rękami, czasem kupię też coś Rożkowi, ale to naprawdę czasem, bo choć wiem, jakie książki czyta, jest szansa, że nie trafię do końca w jego gust.
Najpierw słów parę o "Porcie macierzystym" - jeśli szukacie ciekawej historii z wątkiem kryminalnym, sprawnie opowiedzianej - jest to książka dla Was. Główną bohaterką jest Miranda Jones, która otrzymuje zlecenie sprawdzenia autentyczności statuetki Czarnej Damy, wykonanej z brązu przez samego Michała Anioła. Sprawa okazuje się jednak bardziej skomplikowana, niż się początkowo wydawało, a pojawiające się nowe fakty i pytania, wcale nie ułatwiają rozwiązania zagadki. Polecam z czystym sercem.
Drugą książką, którą w tym czasie przeczytałam był klasyk Agathy Christie "Pierwsze, drugie...zapnij mi obuwie", w którym główną rolę gra Herkules Poirot. (Szczerze mówiąc wolę pannę Marple, nie tylko dlatego, że robi na drutach - jest mi chyba po prostu bliższa, a mały Belg działa mi czasem na nerwy. Moja siostra ma zupełnie odwrotnie.). Tutaj wszystko zaczyna się od domniemanego samobójstwa dentysty... Poirot zaś uważa, że było to morderstwo - zostaje mu "tylko" udowodnienie tego, co wcale łatwe nie jest, gdyż ktoś bardzo się stara, by sprawa nie wyszła na jaw.
 
No i wreszcie - druty! Jeszcze w czasie urlopu nabrałam oczka na Gemini, okazało się jednak, że mnie poniosło z wielkością i musiałam pruć. Robię na mniejszych drutach, niż we wzorze i źle sobie przeliczyłam wielkość/liczbę oczek. No nic, szkodliwość czynu była marna, bo nie miałam tego więcej niż 2 cm. Gorzej było w ubiegły weekend, który spędziłam pod kołdrą, bo okazało się, że i mnie dopadło wirusowe zapalenie krtani i dostałam jeden z tych antybiotyków w końskiej dawce ;) Od piątku do niedzieli głównie spałam, a jak udawało mi się być świadomą, to robiłam Gemini, na które ochoczo po raz drugi nabrałam oczka. Gdzieś na wysokości biustu (bluzeczka robiona od góry) dokonałam przymiarki i stwierdziłam: "Nie wejdę". Dodałam oczek raz, a że wydało mi się za mało, dodałam drugi raz. Noo...możecie sobie wyobrazić tę falbankę, która mi się zrobiła. Zanim się zorientowałam, co zrobiłam, udziergałam jakieś 10 cm... Trzeba było pruć... Tak to jest, jak się chce być mądrzejszym od wzoru..ehh. W tym tygodniu pochłonęła mnie praca, w środę wręczaliśmy nagrody najlepszym wolontariuszom, więc jako szefowa wolontariatu musiałam wszystkiego dopilnować, a poza tym zbierałam zgłoszenia od chętnych do udziału w nowym projekcie dla wolontariuszy. Efekt - 100% więcej zgłoszeń, niż miejsc. Jak pomyślę o tym, co mnie czeka do końce sierpnia, to bardzo, ale to bardzo pragnę urlopu!

Zdecydowanie powinnam pisać częściej, przynajmniej nie robiłyby mi się prace magisterskie... Ściskam Was serdecznie, Beatko - może w przyszłym tygodniu?

środa, 4 czerwca 2014

wpólne dzierganie i czytanie

Ha, wierzyć się nie chce! Drugi post w tym samym tygodniu!

Kochane, skończyłam kocyk, który dziergałam od marca (tak, wiem, w tym czasie można by wydziergać pewnie pięć takich, ale ja tempo mam ślimacze). Wyprałam go w niedzielę, ręcznie, choć to tylko zacny akryl... Dziś rano ciągle był mokry - wyobrażacie to sobie? Na szczęście do jutra doschnie i będę mogła go wysłać. Ciekawa jestem niezmiernie reakcji przyszłych Rodziców na tę niespodziankę :)

Czytam teraz "Zaginionych". Po pierwszych stronach miałam w głowie mętlik, nie potrafiłam skupić się na narracji, gdyż jednym z głównych bohaterów książki jest jedenastolatek cierpiący na zaniki pamięci, a autor częściowo ten chaos w jego głowie, ten specyficzny tok myślenia stara się oddać. Barney postanawia pomóc policji w odnalezieniu seryjnego mordercy, którego ofiarami są nastoletni chłopcy. Pomaga mu Lacey, policjantka, która zmaga się z jakąś tajemnicą z przeszłości. Para zaiste ciekawa. Niestety (!) już wiem, że to jedna z tych książek, które mogłabym czytać do bladego świtu, gdybym tylko nie musiała wstawać o 5.30 do pracy... No i gdybym w mojej drugiej pracy nie robiła korekty kolejnej książki... Przymierzam się jednak do małego urlopu od połowy czerwca, więc wtedy będę czytać, dziergać, leniuchować i będzie mi z tym oszałamiająco dobrze :)

Na zdjęciach zapewne wypatrzycie też moją nową zabawkę :) Brat namawiał mnie na kupno Kindla, uznałam jednak, że bardziej potrzebne mi coś wielofunkcyjnego. No i wyszukał mi takie maleństwo, co prawda szare, ale Mąż znalazł kolor, który zdecydowanie bardziej do mnie pasuje. Tak, tak, śliczny, zielony tablecik :)





Do miłego! :)

wtorek, 3 czerwca 2014

telefon

Miałam dziś w pracy istny sajgon. W sumie, chyba się już do takich dni przyzwyczaiłam, bo działam w tym trybie od połowy listopada i nic nie wskazuje na to, by miało się uspokoić choć trochę.
Dlatego z wielką radością odebrałam telefon od Męża, który cholernie poważnym głosem, takim, co to nie wróży nic dobrego, powiedział, że ma dla mnie bardzo ważną wiadomość. Nogi się pode mną ugięły, bo wystraszyłam się, że coś stało się komuś z moich najbliższych. Nie pamiętam, co mu odpowiedziałam, ale usłyszałam od niego "KOCHAM CIĘ". 

 No. Fajnie, nie?

czwartek, 29 maja 2014

jestem kryminalistką

No, nie da się ukryć. A wszystko dlatego, że pasjami wręcz czytuję kryminały. Tak mnie nazwała koleżanka z pracy i całkiem mi się określenie podoba. :-)

Na drutach ciągle kocyk, zaczęłam wprawdzie bluzkę dla siebie na lato, ale chyba zmienię koncepcję. Ehh, cała ją. Bardziej niezdecydowaną już chyba być nie można.

Czytam sobie teraz SKAZANĄ autorstwa Hannah Kent, fabularyzowana opowieść o ostatniej kobiecie na Islandii skazanej na śmierć. Nie powiem, by była to lekka lektura. Nie dość bowiem, że przedstawia uczucia i emocje bohaterów- zarówno tytułowej Skazanej, Agnes, jak i rodziny, która ma się nią zajmować w czasie oczekiwania na wykonanie wyroku śmierci, to jeszcze niestety opisuje realia życia w tym niełatwym klimacie, nie stroniąc od opisów realistycznych, a czasem wręcz naturalistycznych. Ale muszę przyznać, że mnie wciągnęła.
A dziś kupiłam sobie kolejny kryminał, książkę S.J.Bolton ZAGUBIENI - o morderstwach kilkunastoletnich chłopców.

Ściskam Was serdecznie, mając nadzieję, że ten post jakoś wygląda, bo piszę używając mojej nowej zabawki :-) ale o niej następnym razem.

piątek, 16 maja 2014

zakaz narzekania

Rzeczony zakaz obowiązuje od dziś, bezterminowo. Zauważyłam bowiem, że ostatnio coraz częściej włącza mi się marudzenie - nie wiem, czy to skutek nadmiaru pracy, braku słońca, czy czegośkolwiekinnego, ale się włącza.
Podejrzewam, że brak narzekania wcale nie zmniejszy ilości obowiązków, którymi tak łaskawie obdarza mnie mój szef, ale wierzę mocno, że znów częściej będę się uśmiechać :)

Dwuletni Synek mojej koleżanki rozpoznaje mnie jako "Kasię z zębami", bo tak mnie widzi na zdjęciach - i tego się będę trzymać.



środa, 23 kwietnia 2014

wspólne dzierganie i czytanie - po raz kolejny

Wiem, ostatnio znów się opuściłam w pisaniu... Tłumaczyć się nie będę, bo to sensu nie ma. 
W ostatnią środę..cóż...powoli łapały mnie stany lękowe z powodu tzw. " podwójnej wizytacji", czyli Wielkanocnej Niedzieli, na którą zaprosiliśmy z Rożkiem obie teściowe... W dodatku moja prywatna mama dokonała napadu na moją niezawisłość i tak zmanipulowała, że zdecydowałam się na pieczenie mazurka. A mazurek to takie ciasto, bez którego Wielkanoc byłaby nieważna. No. W dodatku to nie może być mazurek z jakiegoś tam przepisu, to musi być TEN konkretny. Cóż, w niedzielne popołudnie mąż mój oznajmił ze spokojem: "Dobry...w sumie myślałem, że gorszy Ci wyjdzie".

Ale - wracając do tematu dzisiejszego postu - dziergam ciągle pasiasty kocyk, minęłam środek, więc robótki zarówno przybywa, jak i ubywa, bo rządki są już znacznie krótsze. Praca nad kocykiem byłyby zapewne bardziej zaawansowane, gdyby nie fakt, że znów złapał mnie skurcz w prawym kciuku, nie wiem, czy to jakiś "kciuk dziewiarki", czy co ;)

A jeśli chodzi o czytanie, to chyba nie mogę znaleźć książki dla siebie. Z pewnym rozczarowaniem oddałam do biblioteki "Klub Dantego" - nie siadł mi, starałam się jak mogłam, by zaiskrzyło między nami, ale niestety nic z tego. Podobnie było z kilkoma innymi tytułami, aż trafiłam na "Przepiórki w płatkach róży". I wiecie co? Pochłonęła mnie ta nieco magiczna bez końca. Nie jest to opasłe tomiszcze, które tak lubię, ale dało mi prawdziwą przyjemność czytania. 

A na koniec kilka kartek :) Przyznam się szczerze, że miały one pierwszeństwo przed drutami, co się rzadko zdarza.




Pozdrawiam, K.