środa, 10 grudnia 2014

Dzierganie z książką w tle

Po ostatnim poście postanowiłam się poprawić i pisać częściej. Dobrze, że na drutach królują "małe formy grzewcze" w postaci czapek, więc jest co pokazać ;)
 
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze. Męża mam naprawdę cierpliwego, nie narzeka, że włóczka czyha na niego za każdym rogiem ;) Czasem tylko marudzi, kiedy zacznę za dużo drutowych projektów i biorę się np. za robienie kartek. Czemu się chyba dziwić nie muszę.

Jakiś czas temu moja siostra poprosiła mnie o czapkę. Kryterium wyboru było bardzo czytelne: "bez dziur". Podesłałam jej kilka wzorów i ona wybrała akurat ten... W sumie mnie też zdążył wpaść w oko i dziś nabrałam oczka na swoją wersję.

Siostra przy okazji pomaga mi pozbyć się zapasów włóczkowych :) Wprawdzie na początku kategorycznie zapowiedziała, że przecież sobie coś kupi, ale po "okazaniu", w którym brała udział, skapitulowała. I dzięki temu moja szafa jest szczuplejsza o pół motka czegoś. Banderoli brak, wiem, że to jakaś mieszanka wełny z akrylem, w proporcjach 40/60. Czapka wyszła mięciutka i mięsista,
w sam raz na zimowe dzionki. Mąż mój, będący bohaterem ostatniego postu, gdy mnie w niej zobaczył, zawołał: "Dzięki Bogu, w końcu nie szara!" ;)

Zdjęć z człowiekiem w środku czapki brak. Ale zmuszę nową właścicielkę ;) Kolor to tak naprawdę śliczna śliwka...cóż...same widzicie. 



Wzór: Magnolia, z wielką przyjemnością popełnię kolejne :)
Druty: KP 4, KP 4,5

A skoro środa, to jeszcze książka.

Dziś temat zdecydowanie cięższy. To nie fascynujące historie, w których gdzieś daleko migoce historia. To fakty. Trudne, bolesne, momentami niewyobrażalne. Staram się nie pisać o moim miejscu pracy tutaj, na blogu. Wystarczy mi, że codziennie mijam krematorium nr 1. Ostatnio jednak postanowiłam sięgnąć po książkę "Kobiety z bloku 10", autorstwa Hansa-Joachima Langa. Książka dość nowa, wydana w ubiegłym roku prezentuje najpierw decyzje, które stoją za tym, że zarówno w Birkenau, jak i później w Auschwitz, wykonywano, głównie na kobietach, eksperymenty medyczne. Opisuje niektóre z tych kobiet, które były ofiarami Clauberga czy Wirtha, obozowych "lekarzy". Pojawiają się tam też fragmenty relacji, a w nich dość często zdanie "Gdybym się nie zgodziła, czekało mnie Birkenau. I szybka śmierć".
Nie wiem, czy to dobry czas na tę książkę. Choć z drugiej strony na prawdę czas jest dobry zawsze.

środa, 3 grudnia 2014

wspólne dzierganie i czytanie

Ha! Wygląda na to, że w jednym poście będą dwie akcje. 

Zanim jednak pojawią się zdjęcia - horror dziewiarki. 
W ubiegłym tygodniu Mąż mój szanowny miał urlop, ja natomiast pokornie podreptałam do pracy. Koło południa zadzwonił do mnie (na telefon służbowy) i głosem, którego wolałabym nie pamiętać, powiedział: "Kochanie, stała się rzecz straszna". - Nogi się pode mną ugięły, ale dałam mu szansę na rozwinięcie tematu. - "Bo Ty sobie coś dziergasz... i zostawiłaś robótkę w salonie, na kanapie... a moje spodnie mają rzepy... i Twoja robótka przyszła za mną do kuchni... i chyba coś Ci sprułem, bo to w kuchni wygląda jak rękaw".
Wierzcie lub nie, w połowie wypowiedzi pokładałam się ze śmiechu. A jednocześnie, co muszę przyznać, rozczuliło mnie, że mój Mąż tak się przejął ewentualnym spruciem robótki.
To, co jako domniemana czapka "poszło" z nim do kuchni, to czapka dla mojej siostrzenicy, którą dziergałam, prując jednocześnie pierwszą wersję Harvesta.

Dziś skończyłam do niej otulacz. I tak wyglądają sobie w komplecie. 

Dane techniczne:
druty: KP 4,0
włóczka: Tobiane, Cheval Blanc, kolor: Bon Bon

A ponieważ czapkę skończyłam jeszcze w listopadzie, zgłaszam ją jako listopadową do akcji Korespondentki.

Oliwka czapkę już mierzyła, ale koniecznie muszę jej zrobić sznureczki, bo nic i nikt nie jest w stanie jej przekonać, by czapa została na główce.

Teraz czas na książkę. Zdjęcie w "trójkącie" z czapką i otulaczem, bo nie wpadłam, by było solo.

Zdjęcie marne, bo padł mi aparat i posłużyłam się komórką. "Córka piekarza" Sarah McCoy jest piękną historią, rozgrywającą się nie tylko w dwóch planach czasowych, ale także na dwóch kontynentach. Z jednej strony mamy mieszkającą w USA Rebę Adams, dziennikarkę, która próbuje poskładać swoje życie, nie wracać do wydarzeń z przeszłości; z drugiej zaś nastoletnią Elsie Schmidt, której przyszło żyć w czasie II wojny światowej. Każda z nich ma swój sekret i trudne doświadczenia, jednak ich spotkanie sprawi, że niesamowita historia wyjdzie w końcu na jaw.

Zanim druty ostygną, wrzucę na nie jeszcze czapkę dla siostry. O niej pewnie następnym razem...

środa, 12 listopada 2014

wspólne czytanie i dzierganie

Zanim jednak przejdę do czytania, tak wygląda w sweterku pokazywanym we wcześniejszym poście jego nowa właścicielka.

Tak... coś jak znikający punkt ;) Pozostałe zdjęcia są prezentacją uzębienia ( na razie szczątkowego) lub prób wlezienia na ciotkę, która po zapytaniu latorośli: "A mogę Ci zrobić zdjęcie?", usłyszała od Juniorki: "Taaa", po czym postanowiła zdjęcie zrobić. Juniorka trafiła się nam ruchliwa, więc zdjęcia z pozycji dywanu wydały mi się najodpowiedniejsze, a dla małej były oczywistym zaproszeniem do zabawy. Nic to - ważne, że sweterek jeszcze ma luz, więc trochę w nim pochodzi.

A teraz czas na książkę :) Sporo udało mi się ostatnimi czasy przeczytać, czasem niestety kosztem dziergania. Mimo kolejnych prób zaprzyjaźnienia się z audiobookami, ciągle między nami nie ikrzy, więc myślę, że pozostanę przy słowie pisanym. 
Dziś na tapecie Zaginiona dziewczyna autorstwa Gillian Flynn. To trzymający w napięciu thriller, opowiadający o poszukiwaniach młodej, pięknej Amy, która znika w dniu 5. rocznicy ślubu. Większość osób podejrzewa o jej zamordowanie męża dziewczyny, Nicka, ten zaś za wszelką cenę stara się dowieść swojej niewinności. Wszelkie dowody, które pojawiają się w miarę rozwoju akcji świadczą jednak przeciw niemu... Finał powieści zupełnie mnie zaskoczył. Nie wiem, czego tak do końca się spodziewałam, ale na pewno nie takiego zakończenia. Więcej powiedzieć Wam nie mogę, a szkoda. Jedno jest pewne - nie jest to tylko zwykły thriller, to opowieść o ludzkich emocjach, przebiegłości, perfidii...
Na drutach tymczasem coś, co się na razie nie nazywa... Potrzebowałam do pracy czegoś w grzecznym kolorze, najlepiej ciepłego i bez guzików. Wróciłam do wzoru Harvest, który wpadł mi w oko prawie rok temu, ale zmieniłam włóczkę, no i troszkę zmodyfikowałam plisę.

Robiony od góry, powoli zbliża się do końca korpusu i nastaną rękawy, moja zmora.


piątek, 31 października 2014

sweterek

Dziękuję za komentarze pozostawione pod ostatnim wpisem, teraz czekam na zdjęcie sukieneczki i czapeczki na modelce i mam nadzieję, że niebawem je dostanę. 
Wczoraj udało mi się skończyć kolejnego UFOka. Choć sweterek z tych bardzo "ekonomicznych", to jednak po skończeniu korpusu dopadła mnie niemoc. Tak, tak...rękawy... Przez pewien czas sweterek funkcjonował jako jednoręki bandyta, bo podejrzewałam, że taki raczej nie zostałby zaakceptowany. ;) Wczoraj na szczęście złapałam za druty i skończyłam rękaw nr 2. Szybko go wyprałam, przyszpiliłam, wysuszyłam i może zostać wręczony nowej Właścicielce.

Wzór: Flax duetu Tin Can Knits, z małymi modyfikacjami w postaci rękawów 3/4 oraz oczek przekręconych w ściągaczu
Włóczka: Alize Baby Wool, 3 motki po 50 g
Druty: KP 2,75 oraz skarpetkowe z Lidla 2,5

Mam nadzieję, że dwa posty z tego tygodnia nie oznaczają, że znów zniknę na 2 miesiące... Na drutach sweter dla mnie, rozmiar już nieco większy ;)

wtorek, 28 października 2014

komplecik

Od ostatniego posta minęły ponad dwa miesiące. Nie znaczy to jednak, że nie czytałam Waszych blogów - czytałam, a jakże, tylko nie zostawiałam śladów swoich wizyt. 
Sporo się działo, był długaśny urlop z krótkim wypadem do Szklarskiej Poręby (góry w deszczu nie są dobrym miejscem), był jeszcze krótszy pobyt w Jerozolimie (ach, jakże chciałabym tam wrócić), była w końcu intensywna praca, która skutecznie wyeliminowała chęć włączania laptopa po powrocie do domu.

Dziś krótko - moje koleżanki "sprzedały" jednej pani informację, że robię na drutach. Pani poprosiła mnie o wydzierganie czapeczki do chrztu dla jej wnusi. Kolejnego dnia do czapeczki dołączyła sukieneczka.
Wybór padł na ten wzór, który zresztą jakiś czas temu można było podziwiać u Pimposhki.
Jakimś cudem udało mi się przekonać babcię do prostego udziergu. Ale swoje dodała - uparła się przy różyczkach, przeboleć tego nie mogłam, ale ostatecznie wydaje mi się, że nie był to zły pomysł. 


Zdjęcia komórczakowe, bo aparat był umarty.

sobota, 16 sierpnia 2014

przed urlopem

Czy pamiętacie, kiedy po raz pierwszy pisałam o tym, ze dziergam Gemini? Nie? Ja też nie ;) Prawdziwą męczarnią były ostatnie 3 tygodnie, kiedy to do skończenia wystarczyło zrobić listwę, a ja po kilkunastu godzinach w pracy najnormalniej w świecie nie miałam sił, by dziergać. Ale na szczęście bluzeczka skończona, noszona i już przeze mnie lubiana. Nawet mój Mąż nie narzeka, że znów mam na sobie włóczkę ;)
Wczoraj zaczęłam urlop... mam nadzieję, że ładna pogoda jeszcze z nami zostanie i że tę moją bawełnę jeszcze w tym roku będę mogła założyć.
A oto i ona:


prawie jak Mary Poppins ;)
A że druty nie mogą leżeć bezczynnie, to już nabrałam oczka na sweterek dla siostrzenicy, połowa za mną. Dobrze, że tym razem to rozmiar ekonomiczny :)

Wracam do dziergania, papa!

czwartek, 17 lipca 2014

wspólne czytanie i dzierganie

Czy ja kiedyś się nie spóźnię? Wczoraj byłam święcie przekonana, że nie mam ani krzty siły, by usiąść przy laptopie i cokolwiek napisać. Dziś, choć chyba sił jeszcze mniej, postanowiłam się nie dać :)
Od ostatniego postu niewiele się zmieniło, na drutach wciąż Gemini, bo prułam po raz trzeci! Ale tak to już jest, jak się jest upartą kozą ;) Na szczęście doszłam już z sobą do porozumienia i teraz wszytko jest OK, a bluzeczka prezentuje się tak:

Doszłam ostatnio do wniosku, że nie umiem robić kolorowych zdjęć...nie wiem, dlaczego, ale zawsze wychodzą mi znacznie gorzej niż te czarno-białe.
Czytam teraz "Białe trufle". Pamiętam, że kiedy weszły na rynek wydawniczy, chciałam je mieć natentychmiast. Nie udało się, więc kiedy tylko zobaczyłam książkę w bibliotece, to, choć zdrowy rozsądek podpowiadał, że najpierw powinnam przeczytać te, które pożyczyłam lub kupiłam wcześniej, to na podpowiedziach się skończyło. Nie umiem się jednak skupić na tej książce, coś mi w niej nie pasuje, czy też raczej nie pasowało przez jakieś 70 stron... To chyba nie do końca moja bajka, ale skoro przeczytałam już większą część, to nie będę rezygnować. 

Dwa tygodnie temu byliśmy na Górze Żar, a stamtąd przeszliśmy na Kiczerę. Ileż tam było jagód! Uzbierałam ponad litr i zrobiłam z nich dżem - pachnie obłędnie i jest przepyszny :)




Idę dziergać - włączę sobie któryś z moich seriali (oczywiście kryminałów) i choć chwilkę odsapnę.