poniedziałek, 27 kwietnia 2015

urodzinowa chusta


Chustę dla siostry zaczęłam dziergać gdzieś w listopadzie. Miała trafić pod choinkę, a ponieważ pierwsze tygodnie ciąży skutecznie odciągały mnie od dziergania, doszłam do wniosku, że skończę na imieniny, które siostra ma na początku lutego. Nic bardziej mylnego!
Tak naprawdę powróciłam do drutów w połowie lutego i w którymś momencie, wykańczając rozpoczęte robótki natrafiłam na zezwłok chusty. Oczy mi się uśmiechnęły, bo wiedziałam już, że na urodziny skończę na pewno.



Wzór: Dream stripes
Włóczka: Angora Gold, Alize
Jak widać, do blokowania zabrakło mi mojego wielkiego ręcznika.
A co najważniejsze, Siostrze chusta się spodobała :)

*****
Korzystam z pogody i słońca, jakie uśmiecha się do nas w ostatnich dniach. Spaceruję, w tempie babciowym, ale jednak spaceruję. I jest mi z tym całkiem nieźle :)

środa, 22 kwietnia 2015

Wspólne dzierganie i czytanie

Od ponad miesiąca nie chodzę do pracy, więc czasu na czytanie mam mnóstwo. Na dzierganie też i na oglądanie zapomnianych seriali. Ale wczoraj dotarło do mnie, że nie wiem, czy wytrzymam w takim "bezrobociu" do sierpnia. Wszyscy mi mówią: "Ciesz się spokojem, śpij ile możesz, odpoczywaj". Tylko trudno cieszyć się wolnością, skoro od lekarzy same zakazy, bo niestety na początku marca trafiliśmy z młodym do szpitala. Okazało się, że w pracy było za intensywnie, za dużo nerwów i wystraszyłam się, że Juniorek może się wyprowadzić. A tego bardzo bym nie chciała. Póki pogoda była paskudna nie było źle - i tak łapało mnie spanie, ale teraz jest niestety gorzej... Kusi mnie rower, kuszą dłuuugie, intensywne spacery, a tu nie wolno. 

Mam wrażenie, że czytam na wyścigi, średnio raz w tygodniu odwiedzam bibliotekę i wymieniam książki. Nie wszystkie mi "siadają", więc oddaję je bez żalu. Wyszłam z założenia, że będę czytać tylko to, co sprawia mi przyjemność. I czekam na jakiś super kryminał, bo z ostatnim nie mogłam się dogadać i po przebrnięciu przez 15 stron podjęłam decyzję o oddaniu go do biblioteki.
W ubiegłym tygodniu zaczęłam czytać "Tego lata w Zawrociu", autorstwa Hanny Kowalewskiej. Nie wiem, czego się spodziewałam... Zwykłej obyczajówki, napisanej prostym językiem? Chyba tak, no bo cóż może zaskoczyć w historii, w której główna bohaterka otrzymuje w spadku po babce dom, a cała reszta rodziny stara się coś dla siebie z tego spadku wyciągnąć? Okazuje się, że autorka postawiła na bardzo plastyczną prozę, miejscami metaforyczną, nieco poetycką. Część powieści ma formę pamiętnika, w którym Matylda (główna bohaterka) zwraca się do swej zmarłej babki. Sięgnęłam też po ciąg dalszy serii - na razie przeczytałam "Górę śpiących węży", a wczoraj zaczęłam "Maskę arlekina"

Na drutach kocyk dla Młodego, w stonowanych barwach. Po raz kolejny wybrałam "chevron pattern", szybko się dzierga tym wzorem :)

Pozdrawiam Wam serdecznie i biegnę na spacer, bo za oknami piękne słońce!

środa, 15 kwietnia 2015

reaktywacja? zobaczymy :)

ekhem, ekhem... Ostatni post jest z ubiegłego roku. 
Jednak o czym miałam pisać, skoro:
- mogłabym przez większość czasu narzekać na pracę
- nie miałam nawet czym się pochwalić, bo na drutach był właściwie totalny zastój
- przez niemalże cały ten czas miałam drutowstręt. I to chyba w wydaniu maxi :(

Na szczęście teraz jest już lepiej :) Łapki, które odwykły od trzymania drutów nieco bolą, ale jak miło patrzeć na przyrost udziergu...mmm...dawno tak nie miałam.

Lojalnie ostrzegam - będzie sporo zdjęć, wybaczcie ;)

Była czapka w styczniu:

wzór: Magnolia hat by Gosia Socha
włóczka: Czterdziestka
Druty: Addi 3,5 mm

Była czapka w lutym:

Wzór: Making a memory
Włóczka: Polo
Druty: KP 4,0

Później nastąpił sezon kartek wielkanocnych, których też nie było aż tyle, ile bym chciała.







 W lutym udało mi się też skończyć sweter, który planowałam zrobić na 70. rocznicę wyzwolenia Auschwitz, bo podejrzewałam, że jak zwykle będzie zimno, a my jako pracownicy Muzeum będziemy musieli porzucić nasze standardowe tego dnia grubaśne buty, swetrzyska i czapy i zaprezentować się w czymś bardziej eleganckim. Niestety niemoc twórcza, jaka ogarnęła mnie w połowie grudnia sprawiła, że na 27 stycznia brakowało mi połowy rękawa...
Ostatecznie sweter ukończyłam, nawet kilka razy w nim wyszłam, ale nie wiem, czy zostanie moim ulubionym. Zawsze mogę zrobić z niego coś innego ;) 


Jak widać - jestem w pakiecie ;) Wypakowanie w sierpniu.

I tym miłym akcentem kończę i wracam do dziergania kocyka dla Młodego. Tak, tak - będzie Synuś :) 
Uściski dla Was i mam nadzieję do zobaczenia niebawem!

środa, 10 grudnia 2014

Dzierganie z książką w tle

Po ostatnim poście postanowiłam się poprawić i pisać częściej. Dobrze, że na drutach królują "małe formy grzewcze" w postaci czapek, więc jest co pokazać ;)
 
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze. Męża mam naprawdę cierpliwego, nie narzeka, że włóczka czyha na niego za każdym rogiem ;) Czasem tylko marudzi, kiedy zacznę za dużo drutowych projektów i biorę się np. za robienie kartek. Czemu się chyba dziwić nie muszę.

Jakiś czas temu moja siostra poprosiła mnie o czapkę. Kryterium wyboru było bardzo czytelne: "bez dziur". Podesłałam jej kilka wzorów i ona wybrała akurat ten... W sumie mnie też zdążył wpaść w oko i dziś nabrałam oczka na swoją wersję.

Siostra przy okazji pomaga mi pozbyć się zapasów włóczkowych :) Wprawdzie na początku kategorycznie zapowiedziała, że przecież sobie coś kupi, ale po "okazaniu", w którym brała udział, skapitulowała. I dzięki temu moja szafa jest szczuplejsza o pół motka czegoś. Banderoli brak, wiem, że to jakaś mieszanka wełny z akrylem, w proporcjach 40/60. Czapka wyszła mięciutka i mięsista,
w sam raz na zimowe dzionki. Mąż mój, będący bohaterem ostatniego postu, gdy mnie w niej zobaczył, zawołał: "Dzięki Bogu, w końcu nie szara!" ;)

Zdjęć z człowiekiem w środku czapki brak. Ale zmuszę nową właścicielkę ;) Kolor to tak naprawdę śliczna śliwka...cóż...same widzicie. 



Wzór: Magnolia, z wielką przyjemnością popełnię kolejne :)
Druty: KP 4, KP 4,5

A skoro środa, to jeszcze książka.

Dziś temat zdecydowanie cięższy. To nie fascynujące historie, w których gdzieś daleko migoce historia. To fakty. Trudne, bolesne, momentami niewyobrażalne. Staram się nie pisać o moim miejscu pracy tutaj, na blogu. Wystarczy mi, że codziennie mijam krematorium nr 1. Ostatnio jednak postanowiłam sięgnąć po książkę "Kobiety z bloku 10", autorstwa Hansa-Joachima Langa. Książka dość nowa, wydana w ubiegłym roku prezentuje najpierw decyzje, które stoją za tym, że zarówno w Birkenau, jak i później w Auschwitz, wykonywano, głównie na kobietach, eksperymenty medyczne. Opisuje niektóre z tych kobiet, które były ofiarami Clauberga czy Wirtha, obozowych "lekarzy". Pojawiają się tam też fragmenty relacji, a w nich dość często zdanie "Gdybym się nie zgodziła, czekało mnie Birkenau. I szybka śmierć".
Nie wiem, czy to dobry czas na tę książkę. Choć z drugiej strony na prawdę czas jest dobry zawsze.

środa, 3 grudnia 2014

wspólne dzierganie i czytanie

Ha! Wygląda na to, że w jednym poście będą dwie akcje. 

Zanim jednak pojawią się zdjęcia - horror dziewiarki. 
W ubiegłym tygodniu Mąż mój szanowny miał urlop, ja natomiast pokornie podreptałam do pracy. Koło południa zadzwonił do mnie (na telefon służbowy) i głosem, którego wolałabym nie pamiętać, powiedział: "Kochanie, stała się rzecz straszna". - Nogi się pode mną ugięły, ale dałam mu szansę na rozwinięcie tematu. - "Bo Ty sobie coś dziergasz... i zostawiłaś robótkę w salonie, na kanapie... a moje spodnie mają rzepy... i Twoja robótka przyszła za mną do kuchni... i chyba coś Ci sprułem, bo to w kuchni wygląda jak rękaw".
Wierzcie lub nie, w połowie wypowiedzi pokładałam się ze śmiechu. A jednocześnie, co muszę przyznać, rozczuliło mnie, że mój Mąż tak się przejął ewentualnym spruciem robótki.
To, co jako domniemana czapka "poszło" z nim do kuchni, to czapka dla mojej siostrzenicy, którą dziergałam, prując jednocześnie pierwszą wersję Harvesta.

Dziś skończyłam do niej otulacz. I tak wyglądają sobie w komplecie. 

Dane techniczne:
druty: KP 4,0
włóczka: Tobiane, Cheval Blanc, kolor: Bon Bon

A ponieważ czapkę skończyłam jeszcze w listopadzie, zgłaszam ją jako listopadową do akcji Korespondentki.

Oliwka czapkę już mierzyła, ale koniecznie muszę jej zrobić sznureczki, bo nic i nikt nie jest w stanie jej przekonać, by czapa została na główce.

Teraz czas na książkę. Zdjęcie w "trójkącie" z czapką i otulaczem, bo nie wpadłam, by było solo.

Zdjęcie marne, bo padł mi aparat i posłużyłam się komórką. "Córka piekarza" Sarah McCoy jest piękną historią, rozgrywającą się nie tylko w dwóch planach czasowych, ale także na dwóch kontynentach. Z jednej strony mamy mieszkającą w USA Rebę Adams, dziennikarkę, która próbuje poskładać swoje życie, nie wracać do wydarzeń z przeszłości; z drugiej zaś nastoletnią Elsie Schmidt, której przyszło żyć w czasie II wojny światowej. Każda z nich ma swój sekret i trudne doświadczenia, jednak ich spotkanie sprawi, że niesamowita historia wyjdzie w końcu na jaw.

Zanim druty ostygną, wrzucę na nie jeszcze czapkę dla siostry. O niej pewnie następnym razem...

środa, 12 listopada 2014

wspólne czytanie i dzierganie

Zanim jednak przejdę do czytania, tak wygląda w sweterku pokazywanym we wcześniejszym poście jego nowa właścicielka.

Tak... coś jak znikający punkt ;) Pozostałe zdjęcia są prezentacją uzębienia ( na razie szczątkowego) lub prób wlezienia na ciotkę, która po zapytaniu latorośli: "A mogę Ci zrobić zdjęcie?", usłyszała od Juniorki: "Taaa", po czym postanowiła zdjęcie zrobić. Juniorka trafiła się nam ruchliwa, więc zdjęcia z pozycji dywanu wydały mi się najodpowiedniejsze, a dla małej były oczywistym zaproszeniem do zabawy. Nic to - ważne, że sweterek jeszcze ma luz, więc trochę w nim pochodzi.

A teraz czas na książkę :) Sporo udało mi się ostatnimi czasy przeczytać, czasem niestety kosztem dziergania. Mimo kolejnych prób zaprzyjaźnienia się z audiobookami, ciągle między nami nie ikrzy, więc myślę, że pozostanę przy słowie pisanym. 
Dziś na tapecie Zaginiona dziewczyna autorstwa Gillian Flynn. To trzymający w napięciu thriller, opowiadający o poszukiwaniach młodej, pięknej Amy, która znika w dniu 5. rocznicy ślubu. Większość osób podejrzewa o jej zamordowanie męża dziewczyny, Nicka, ten zaś za wszelką cenę stara się dowieść swojej niewinności. Wszelkie dowody, które pojawiają się w miarę rozwoju akcji świadczą jednak przeciw niemu... Finał powieści zupełnie mnie zaskoczył. Nie wiem, czego tak do końca się spodziewałam, ale na pewno nie takiego zakończenia. Więcej powiedzieć Wam nie mogę, a szkoda. Jedno jest pewne - nie jest to tylko zwykły thriller, to opowieść o ludzkich emocjach, przebiegłości, perfidii...
Na drutach tymczasem coś, co się na razie nie nazywa... Potrzebowałam do pracy czegoś w grzecznym kolorze, najlepiej ciepłego i bez guzików. Wróciłam do wzoru Harvest, który wpadł mi w oko prawie rok temu, ale zmieniłam włóczkę, no i troszkę zmodyfikowałam plisę.

Robiony od góry, powoli zbliża się do końca korpusu i nastaną rękawy, moja zmora.


piątek, 31 października 2014

sweterek

Dziękuję za komentarze pozostawione pod ostatnim wpisem, teraz czekam na zdjęcie sukieneczki i czapeczki na modelce i mam nadzieję, że niebawem je dostanę. 
Wczoraj udało mi się skończyć kolejnego UFOka. Choć sweterek z tych bardzo "ekonomicznych", to jednak po skończeniu korpusu dopadła mnie niemoc. Tak, tak...rękawy... Przez pewien czas sweterek funkcjonował jako jednoręki bandyta, bo podejrzewałam, że taki raczej nie zostałby zaakceptowany. ;) Wczoraj na szczęście złapałam za druty i skończyłam rękaw nr 2. Szybko go wyprałam, przyszpiliłam, wysuszyłam i może zostać wręczony nowej Właścicielce.

Wzór: Flax duetu Tin Can Knits, z małymi modyfikacjami w postaci rękawów 3/4 oraz oczek przekręconych w ściągaczu
Włóczka: Alize Baby Wool, 3 motki po 50 g
Druty: KP 2,75 oraz skarpetkowe z Lidla 2,5

Mam nadzieję, że dwa posty z tego tygodnia nie oznaczają, że znów zniknę na 2 miesiące... Na drutach sweter dla mnie, rozmiar już nieco większy ;)