środa, 12 listopada 2014

wspólne czytanie i dzierganie

Zanim jednak przejdę do czytania, tak wygląda w sweterku pokazywanym we wcześniejszym poście jego nowa właścicielka.

Tak... coś jak znikający punkt ;) Pozostałe zdjęcia są prezentacją uzębienia ( na razie szczątkowego) lub prób wlezienia na ciotkę, która po zapytaniu latorośli: "A mogę Ci zrobić zdjęcie?", usłyszała od Juniorki: "Taaa", po czym postanowiła zdjęcie zrobić. Juniorka trafiła się nam ruchliwa, więc zdjęcia z pozycji dywanu wydały mi się najodpowiedniejsze, a dla małej były oczywistym zaproszeniem do zabawy. Nic to - ważne, że sweterek jeszcze ma luz, więc trochę w nim pochodzi.

A teraz czas na książkę :) Sporo udało mi się ostatnimi czasy przeczytać, czasem niestety kosztem dziergania. Mimo kolejnych prób zaprzyjaźnienia się z audiobookami, ciągle między nami nie ikrzy, więc myślę, że pozostanę przy słowie pisanym. 
Dziś na tapecie Zaginiona dziewczyna autorstwa Gillian Flynn. To trzymający w napięciu thriller, opowiadający o poszukiwaniach młodej, pięknej Amy, która znika w dniu 5. rocznicy ślubu. Większość osób podejrzewa o jej zamordowanie męża dziewczyny, Nicka, ten zaś za wszelką cenę stara się dowieść swojej niewinności. Wszelkie dowody, które pojawiają się w miarę rozwoju akcji świadczą jednak przeciw niemu... Finał powieści zupełnie mnie zaskoczył. Nie wiem, czego tak do końca się spodziewałam, ale na pewno nie takiego zakończenia. Więcej powiedzieć Wam nie mogę, a szkoda. Jedno jest pewne - nie jest to tylko zwykły thriller, to opowieść o ludzkich emocjach, przebiegłości, perfidii...
Na drutach tymczasem coś, co się na razie nie nazywa... Potrzebowałam do pracy czegoś w grzecznym kolorze, najlepiej ciepłego i bez guzików. Wróciłam do wzoru Harvest, który wpadł mi w oko prawie rok temu, ale zmieniłam włóczkę, no i troszkę zmodyfikowałam plisę.

Robiony od góry, powoli zbliża się do końca korpusu i nastaną rękawy, moja zmora.


piątek, 31 października 2014

sweterek

Dziękuję za komentarze pozostawione pod ostatnim wpisem, teraz czekam na zdjęcie sukieneczki i czapeczki na modelce i mam nadzieję, że niebawem je dostanę. 
Wczoraj udało mi się skończyć kolejnego UFOka. Choć sweterek z tych bardzo "ekonomicznych", to jednak po skończeniu korpusu dopadła mnie niemoc. Tak, tak...rękawy... Przez pewien czas sweterek funkcjonował jako jednoręki bandyta, bo podejrzewałam, że taki raczej nie zostałby zaakceptowany. ;) Wczoraj na szczęście złapałam za druty i skończyłam rękaw nr 2. Szybko go wyprałam, przyszpiliłam, wysuszyłam i może zostać wręczony nowej Właścicielce.

Wzór: Flax duetu Tin Can Knits, z małymi modyfikacjami w postaci rękawów 3/4 oraz oczek przekręconych w ściągaczu
Włóczka: Alize Baby Wool, 3 motki po 50 g
Druty: KP 2,75 oraz skarpetkowe z Lidla 2,5

Mam nadzieję, że dwa posty z tego tygodnia nie oznaczają, że znów zniknę na 2 miesiące... Na drutach sweter dla mnie, rozmiar już nieco większy ;)

wtorek, 28 października 2014

komplecik

Od ostatniego posta minęły ponad dwa miesiące. Nie znaczy to jednak, że nie czytałam Waszych blogów - czytałam, a jakże, tylko nie zostawiałam śladów swoich wizyt. 
Sporo się działo, był długaśny urlop z krótkim wypadem do Szklarskiej Poręby (góry w deszczu nie są dobrym miejscem), był jeszcze krótszy pobyt w Jerozolimie (ach, jakże chciałabym tam wrócić), była w końcu intensywna praca, która skutecznie wyeliminowała chęć włączania laptopa po powrocie do domu.

Dziś krótko - moje koleżanki "sprzedały" jednej pani informację, że robię na drutach. Pani poprosiła mnie o wydzierganie czapeczki do chrztu dla jej wnusi. Kolejnego dnia do czapeczki dołączyła sukieneczka.
Wybór padł na ten wzór, który zresztą jakiś czas temu można było podziwiać u Pimposhki.
Jakimś cudem udało mi się przekonać babcię do prostego udziergu. Ale swoje dodała - uparła się przy różyczkach, przeboleć tego nie mogłam, ale ostatecznie wydaje mi się, że nie był to zły pomysł. 


Zdjęcia komórczakowe, bo aparat był umarty.

sobota, 16 sierpnia 2014

przed urlopem

Czy pamiętacie, kiedy po raz pierwszy pisałam o tym, ze dziergam Gemini? Nie? Ja też nie ;) Prawdziwą męczarnią były ostatnie 3 tygodnie, kiedy to do skończenia wystarczyło zrobić listwę, a ja po kilkunastu godzinach w pracy najnormalniej w świecie nie miałam sił, by dziergać. Ale na szczęście bluzeczka skończona, noszona i już przeze mnie lubiana. Nawet mój Mąż nie narzeka, że znów mam na sobie włóczkę ;)
Wczoraj zaczęłam urlop... mam nadzieję, że ładna pogoda jeszcze z nami zostanie i że tę moją bawełnę jeszcze w tym roku będę mogła założyć.
A oto i ona:


prawie jak Mary Poppins ;)
A że druty nie mogą leżeć bezczynnie, to już nabrałam oczka na sweterek dla siostrzenicy, połowa za mną. Dobrze, że tym razem to rozmiar ekonomiczny :)

Wracam do dziergania, papa!

czwartek, 17 lipca 2014

wspólne czytanie i dzierganie

Czy ja kiedyś się nie spóźnię? Wczoraj byłam święcie przekonana, że nie mam ani krzty siły, by usiąść przy laptopie i cokolwiek napisać. Dziś, choć chyba sił jeszcze mniej, postanowiłam się nie dać :)
Od ostatniego postu niewiele się zmieniło, na drutach wciąż Gemini, bo prułam po raz trzeci! Ale tak to już jest, jak się jest upartą kozą ;) Na szczęście doszłam już z sobą do porozumienia i teraz wszytko jest OK, a bluzeczka prezentuje się tak:

Doszłam ostatnio do wniosku, że nie umiem robić kolorowych zdjęć...nie wiem, dlaczego, ale zawsze wychodzą mi znacznie gorzej niż te czarno-białe.
Czytam teraz "Białe trufle". Pamiętam, że kiedy weszły na rynek wydawniczy, chciałam je mieć natentychmiast. Nie udało się, więc kiedy tylko zobaczyłam książkę w bibliotece, to, choć zdrowy rozsądek podpowiadał, że najpierw powinnam przeczytać te, które pożyczyłam lub kupiłam wcześniej, to na podpowiedziach się skończyło. Nie umiem się jednak skupić na tej książce, coś mi w niej nie pasuje, czy też raczej nie pasowało przez jakieś 70 stron... To chyba nie do końca moja bajka, ale skoro przeczytałam już większą część, to nie będę rezygnować. 

Dwa tygodnie temu byliśmy na Górze Żar, a stamtąd przeszliśmy na Kiczerę. Ileż tam było jagód! Uzbierałam ponad litr i zrobiłam z nich dżem - pachnie obłędnie i jest przepyszny :)




Idę dziergać - włączę sobie któryś z moich seriali (oczywiście kryminałów) i choć chwilkę odsapnę.

sobota, 5 lipca 2014

wspólne czytanie i dzierganie - w sobotę

Dwa tygodnie temu odgrażałam się, że na urlopie to będę się lenić do woli! Taa... Z planów wyszło to, co zwykle, czyli wielkie NIC. W dodatku praca mnie prześladowała przez prawie cały ten czas. Z dziergania nie miałam właściwie ani rządka, choć podejrzewam, że prułam pierwszą wersję Gemini, które obecnie na drutach.
Udało mi się natomiast trochę poczytać, na szczęście nie tylko w ramach drugiej pracy. :) W życiu nie czytałam żadnej książki Nory Roberts, skusiłam się jednak na jej "Port macierzysty" w trakcie ostatnich odwiedzin w mojej ulubionej krakowskiej Taniej Książce ( to ta przy ul. Grodzkiej, za arkadami, w stronę Wawelu). Rzadko wychodzę stamtąd z pustymi rękami, czasem kupię też coś Rożkowi, ale to naprawdę czasem, bo choć wiem, jakie książki czyta, jest szansa, że nie trafię do końca w jego gust.
Najpierw słów parę o "Porcie macierzystym" - jeśli szukacie ciekawej historii z wątkiem kryminalnym, sprawnie opowiedzianej - jest to książka dla Was. Główną bohaterką jest Miranda Jones, która otrzymuje zlecenie sprawdzenia autentyczności statuetki Czarnej Damy, wykonanej z brązu przez samego Michała Anioła. Sprawa okazuje się jednak bardziej skomplikowana, niż się początkowo wydawało, a pojawiające się nowe fakty i pytania, wcale nie ułatwiają rozwiązania zagadki. Polecam z czystym sercem.
Drugą książką, którą w tym czasie przeczytałam był klasyk Agathy Christie "Pierwsze, drugie...zapnij mi obuwie", w którym główną rolę gra Herkules Poirot. (Szczerze mówiąc wolę pannę Marple, nie tylko dlatego, że robi na drutach - jest mi chyba po prostu bliższa, a mały Belg działa mi czasem na nerwy. Moja siostra ma zupełnie odwrotnie.). Tutaj wszystko zaczyna się od domniemanego samobójstwa dentysty... Poirot zaś uważa, że było to morderstwo - zostaje mu "tylko" udowodnienie tego, co wcale łatwe nie jest, gdyż ktoś bardzo się stara, by sprawa nie wyszła na jaw.
 
No i wreszcie - druty! Jeszcze w czasie urlopu nabrałam oczka na Gemini, okazało się jednak, że mnie poniosło z wielkością i musiałam pruć. Robię na mniejszych drutach, niż we wzorze i źle sobie przeliczyłam wielkość/liczbę oczek. No nic, szkodliwość czynu była marna, bo nie miałam tego więcej niż 2 cm. Gorzej było w ubiegły weekend, który spędziłam pod kołdrą, bo okazało się, że i mnie dopadło wirusowe zapalenie krtani i dostałam jeden z tych antybiotyków w końskiej dawce ;) Od piątku do niedzieli głównie spałam, a jak udawało mi się być świadomą, to robiłam Gemini, na które ochoczo po raz drugi nabrałam oczka. Gdzieś na wysokości biustu (bluzeczka robiona od góry) dokonałam przymiarki i stwierdziłam: "Nie wejdę". Dodałam oczek raz, a że wydało mi się za mało, dodałam drugi raz. Noo...możecie sobie wyobrazić tę falbankę, która mi się zrobiła. Zanim się zorientowałam, co zrobiłam, udziergałam jakieś 10 cm... Trzeba było pruć... Tak to jest, jak się chce być mądrzejszym od wzoru..ehh. W tym tygodniu pochłonęła mnie praca, w środę wręczaliśmy nagrody najlepszym wolontariuszom, więc jako szefowa wolontariatu musiałam wszystkiego dopilnować, a poza tym zbierałam zgłoszenia od chętnych do udziału w nowym projekcie dla wolontariuszy. Efekt - 100% więcej zgłoszeń, niż miejsc. Jak pomyślę o tym, co mnie czeka do końce sierpnia, to bardzo, ale to bardzo pragnę urlopu!

Zdecydowanie powinnam pisać częściej, przynajmniej nie robiłyby mi się prace magisterskie... Ściskam Was serdecznie, Beatko - może w przyszłym tygodniu?

środa, 4 czerwca 2014

wpólne dzierganie i czytanie

Ha, wierzyć się nie chce! Drugi post w tym samym tygodniu!

Kochane, skończyłam kocyk, który dziergałam od marca (tak, wiem, w tym czasie można by wydziergać pewnie pięć takich, ale ja tempo mam ślimacze). Wyprałam go w niedzielę, ręcznie, choć to tylko zacny akryl... Dziś rano ciągle był mokry - wyobrażacie to sobie? Na szczęście do jutra doschnie i będę mogła go wysłać. Ciekawa jestem niezmiernie reakcji przyszłych Rodziców na tę niespodziankę :)

Czytam teraz "Zaginionych". Po pierwszych stronach miałam w głowie mętlik, nie potrafiłam skupić się na narracji, gdyż jednym z głównych bohaterów książki jest jedenastolatek cierpiący na zaniki pamięci, a autor częściowo ten chaos w jego głowie, ten specyficzny tok myślenia stara się oddać. Barney postanawia pomóc policji w odnalezieniu seryjnego mordercy, którego ofiarami są nastoletni chłopcy. Pomaga mu Lacey, policjantka, która zmaga się z jakąś tajemnicą z przeszłości. Para zaiste ciekawa. Niestety (!) już wiem, że to jedna z tych książek, które mogłabym czytać do bladego świtu, gdybym tylko nie musiała wstawać o 5.30 do pracy... No i gdybym w mojej drugiej pracy nie robiła korekty kolejnej książki... Przymierzam się jednak do małego urlopu od połowy czerwca, więc wtedy będę czytać, dziergać, leniuchować i będzie mi z tym oszałamiająco dobrze :)

Na zdjęciach zapewne wypatrzycie też moją nową zabawkę :) Brat namawiał mnie na kupno Kindla, uznałam jednak, że bardziej potrzebne mi coś wielofunkcyjnego. No i wyszukał mi takie maleństwo, co prawda szare, ale Mąż znalazł kolor, który zdecydowanie bardziej do mnie pasuje. Tak, tak, śliczny, zielony tablecik :)





Do miłego! :)